Cmentarz żydowski w Czerniawach w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą powstał w 1851 roku i został całkowicie zdewastowany na początku II wojny światowej. Kazimierscy Żydzi zostali zmuszeni przez niemieckich okupantów do wyrywania zabytkowych macew, czyli płyt nagrobnych, a następnie wybrukowania nimi terenów wokół Klasztoru oo.
w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą, organizowanym przy współudziale Naczelnej Rady Lekarskiej. Zakwaterowanie: Dom Dziennikarza w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą, ul. Małachowskiego 17 (pokoje 2-osobowe z łazienką) Wyżywienie: śniadania, obiady oraz kolacje. Wpisowe: 500 PLN od osoby Liczba miejsc 20. UWAGA: Liczy się kolejność zgłoszeń!
Warszawscy malarze z pewną dozą przesady okrzyknęli go wkrótce „kimś w rodzaju nieoficjalnego burmistrza miasteczka”. W latach 30. Pruszkowski tak mocno zżył się z Kazimierzem, że zdecydował się wznieść tutaj swój współczesny „zamek” – intrygującą willę zaprojektowaną przez znanego warszawskiego architekta Lecha Niemojewskiego.
Kazimierski Jarmark Świąteczny. Jeśli święta w Kazimierzu, to i jarmark! Najbliższy weekend będzie w Kazimierzu wyjątkowy, właśnie ze względu na Kazimierski Jarmark Świąteczny, który tradycyjnie otwiera okres bożonarodzeniowy w miasteczku. 15 i 16 grudnia na rynku będzie można zaopatrzyć się w ręcznie wykonane ozdoby i
Festiwal Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu Dolnym to wydarzenie przyciągające do miasteczka nad Wisłą licznych miłośników muzyki ludowej. Wiele osób zastanawia się, czy ta impreza
Vay Tiền Trả Góp 24 Tháng. Komisja Kultury Okręgowej Rady Lekarskiej w Lublinie zaprasza Koleżanki i Kolegów pasjonatów fotografii do udziału w VIII Ogólnopolskim Plenerze Fotograficznym Lekarzy w dniach 15‑20 września 2020 r. w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą, organizowanym przy współudziale Naczelnej Rady Lekarskiej. Zakwaterowanie: Dom Dziennikarza w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą, ul. Małachowskiego 17 (pokoje 2-osobowe z łazienką) Wyżywienie: śniadania, obiady oraz kolacje. Wpisowe: 500 PLN od osoby Liczba miejsc 20. UWAGA: Liczy się kolejność zgłoszeń! Zgłoszenia na plener (wraz z potwierdzeniem wpłaty – pdf, xero, skan) prosimy przesyłać drogą mailową lub faxem na adres: e‑mail: sekretariat@ do Pani Kamili Chudaszek tel: 81 536 04 5081 536 04 50 fax: 81536 04 70 Wycofanie opłaty za plener związane z rezygnacją z imprezy, możliwe do dnia 31 sierpnia 2020 (włącznie). W związku z pandemią Covid‑19 możliwe jest również odwołanie Pleneru na miesiąc przed planowanym terminem tj do 15 sierpnia 2020 r. O czym poinformujemy mailowo. Pieniądze zostaną wtedy zwrócone uczestnikom. Wpłaty na konto: Lubelska Izba Lekarska 10 1020 3150 0000 3802 0003 2979 z dopiskiem „PLENER” Zapraszamy wszystkich zainteresowanych po szczegółu dotyczące pleneru na stronę Komisji Kultury 2020-05-18 Załączniki: Program VIII Ogólnopolskiego Pleneru Fotograficznego Lekarzy (pdf) Zgoda na wykorzystanie fotografii (docx) Plakat VIII Ogólnopolskiego Pleneru Fotograficznego Lekarzy
To miejsce jest uważane za jedno z najpiękniejszych w Polsce. A więc jest świetnym towarem Kelnerki, sprzątaczki, administracja – kobiety. One bały się od dawna, że stracą pracę, choć pracują najlepiej jak potrafią, a instytucja, w której są zatrudnione, ma się dobrze. Że wylecą na bruk, bo ktoś ma własny pomysł na Dom Dziennikarza w Kazimierzu nad Wisłą. Lęk trwa od dawna, ale w czerwcu pojawiły się konkretne pogłoski. A według nich, pracownicy Domu Dziennikarza – 20 osób – otrzymają zwolnienie grupowe. To nadweręży Dom, który jako firma sam upadnie. – W najgorszych snach nie przewidywałam czegoś takiego – mówi jedna z pracownic Domu. Sprawa istniała od czterech lat. Wtedy to ówczesny prezes, Andrzej Sawicki z Krakowa, wraz z kancelarią braci Labbe rozpoczął zabiegi o przejęcie Domu Dziennikarza w użytkowanie wieczyste. Wtedy przedsiębiorstwo, jakim jest Dom Dziennikarza, można by sprzedać, wydzierżawić, wnieść jako aport do spółki. Zrobić z nim wszystko. Już w 1997 r. w wywiadzie dla “Dziennika Wschodniego” dyrektor Domu (od 1974 r.), Witold Mazurkiewicz, mówił: – Wiem, że do Urzędu Rejonowego w Puławach wpłynęła oferta kupna Domu Dziennikarza, którego dzierżawcą jest Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. Wiem także, że przyszłość Domu jest przedmiotem rozmów SDP z Urzędem Rejonowym. Bardzo chciałbym, aby dziennikarze określili precyzyjnie stanowisko w tej sprawie, gdyż niejasna sytuacja prawna obiektu uniemożliwia nam działania, zwłaszcza inwestycyjne. A te są niezbędne. Ten apel pozostaje aktualny do dziś. W następnych latach polityka mieszała się z innymi wydarzeniami. Andrzej Sawicki nie mógł dłużej pełnić funkcji prezesa, bo zajęła się nim prokuratura. Odbyły się wybory do parlamentu i w Kazimierzu pojawiła się Agnieszka Romaszewska-Guzy. Sugeruje wojewodzie lubelskiemu, K. Michalskiemu, by ten nieodpłatnie przekazał nieruchomość SDP. Seria wyjazdów do wojewody była nieudana, w końcu został on odwołany, choć oczywiście nie w związku ze sprawą Domu Dziennikarza. Już w styczniu 1999 r. Agnieszka Romaszewska zamieszkała w Domu Architekta SARP, największym konkurencie Domu Dziennikarza na rynku hotelowym w Kazimierzu. Odbyła serię spotkań z burmistrzem miasta, chce zorganizować dyskusję nt. funkcjonowania Domu Dziennikarza. Przedstawia się jako likwidator Domu. W czerwcu 1999 r. Agnieszka Romaszewska rezygnuje z funkcji skarbnika SDP. Do kolejnego wojewody lubelskiego zaczynają jeździć kolejni szefowie SDP – pełniąca obowiązki prezesa Krystyna Mokrosińska i jej zastępca, Andrzej Krajewski. Kolejny pomysł, z którym władze SDP wkroczyły w rok 2000, to próba przejęcia Domu w użytkowanie wieczyste przez miejscowy kapitał Zakładów Azotowych w Puławach. Istniejąca tam spółka prywatna “STO ZAP Puławy”, prowadzona przez działacza związków zawodowych, wessałaby Dom Dziennikarza. Pomysł wydaje się dziwaczny także dlatego, że “STO ZAP Puławy” prowadził w zakładach stołówkę. Prowadził, bo niedawno upadł, więc dobrze, że nie zdążył zniszczyć Domu. Ale, tak naprawdę, najważniejszym miejscem, by cokolwiek załatwić, jest Starostwo Powiatu w Puławach. Tylko starosta aktem notarialnym mógłby przekazać Dom. Nieoficjalnie dowiaduję się w starostwie, że urzędnicy chcieliby utrzymać stan aktualny. O Domu słyszę, że to legenda środowiska, która powinna służyć wszystkim. – Jeśli już coś chciano zmieniać, najrozsądniejszą decyzją byłoby powołanie spółki pracowniczej z inwestorem strategicznym, przy udziale SDP – tłumaczą urzędnicy starostwa. Uniemożliwiłoby to jakikolwiek handel majątkiem. Tymczasem wszystkie zakulisowe działania mają prowadzić do utraty Domu. Jednak Krystyna Mokrosińska, wiceprzewodnicząca SDP, zaprzecza. Twierdzi, że nie ma żadnych zakulisowych działań. – Nie chcemy sprzedawać Domu – zapewnia – a tylko usprawnić jego działanie. Przy pomocy splajtowanej stołówki z Puław? Pomysł dość oryginalny. Dwuznaczne poczynania Dom Dziennikarza w Kazimierzu. Kto zna Kazimierz, ten zna to miejsce, bo prowadzi tam mroczny wąwóz Małachowskiego. Dom położony jest na pięknym wzniesieniu, wokół sad, w tle willa, Kuncewiczówka. Tędy wiedzie szlak w dalsze wąwozy, można też polami pójść w stronę Wisły. Dom położony jest wspaniale nie tylko z powodu widoków, wzniesienia, dróżek zachęcających, by nimi wędrować. Ma jeszcze jedną wielką zaletę. Jest bardzo blisko rynku, czyli centrum życia, a jednocześnie, dzięki wąwozowi, jest od rynku odcięty. Stanowi więc prawdziwą oazę spokoju. Dom Dziennikarza. Są z nim związane sentymenty i pieniądze. Wielu moich rozmówców, ludzi, którzy tak jak ja przez lata przyjeżdżali do Domu, podkreślało, że mają ogromny sentyment do tego miejsca, do kawiarni, czyli “piekiełka”, do wąwozu prowadzącego do rynku. Jest częścią ich wspomnień. Dziś dziennikarze to tylko pięć procent gości hotelowych, ale przecież to nie powód, żeby pozbywać się domu, który nosi nazwę naszego środowiska i na który złożyli się wszyscy dziennikarze. Pieniądze na budowę Domu pochodzą z dziennikarskich składek. I właściwie Dom w Kazimierzu to jedno z niewielu dóbr, które nam pozostało. Dziennikarze już nic nie mają z pałacu w podwarszawskim Zaborowie, choć przynajmniej powinni odzyskać pieniądze zainwestowane w ten piękny obiekt. W domu przy Nowym Świecie nie urzęduje wcale SDP, choć to jemu skarb państwa wydzierżawił tę kamienicę. Właściwie dziennikarzom pozostał tylko pałacyk przy Foksal i właśnie Dom w Kazimierzu. Gdy dzielono majątek między dwa stowarzyszenia, otrzymało go SDP, ale to nie znaczy, że jego los jest obojętny dziennikarzom z SDRP, czy tym w ogóle nie zrzeszonym. Na Dom składali się wszyscy, jeździli tam wszyscy. I wszyscy chcieliby mieć pewność, że pewnego dnia nie przywita ich tabliczka – “Dziennikarzom wstęp wzbroniony”. Dziennikarze w minionym dziesięcioleciu tracili tytuły i ośrodki. Gołdap i Wilga – po prostu nie było nas stać na ich utrzymanie. Swój ośrodek mieli dziennikarze z Lublina, także z Olsztyna. Czas przeszły. Podobnie zmarnowana została służba zdrowia, także sprzęt medyczny należący do RSW. Czy taki sam los, zmarnowanie, miałoby spotkać jeden z najpiękniejszych obiektów – Dom Dziennikarza? Starosta puławski, Henryk Wieczorek, z sentymentem mówi o Domu. – Oczywiście, chciałbym, aby był to dom pracy twórczej dla całego środowiska – zapewnia. – Gdyby był to na przykład pensjonat, obniżyłoby to rangę obiektu. O różnych pomysłach na wykorzystanie Domu słyszę od paru lat, ale ja z tej sprawy jestem wyłączony. Wszystko rozgrywa się ponad moją głową i mogę tylko oceniać moralność takiego postępowania. Uważam te poczynania za dwuznaczne. W starostwie puławskim nie ma żadnej oferty kupna Domu Dziennikarza. Urzędnicy odsyłają mnie do wojewody lubelskiego, bo podobno “tam jest jakaś oferta”. W Lublinie twierdzą, że nic podobnego. Nie ma żadnej oferty. Krystyna Mokrosińska z SDP zapewnia, że żadna decyzja nie zapadnie szybko, muszą wypowiedzieć się władze i na pewno nie będzie to “decyzja wytrząśnięta z rękawa”. Jednak, kiedy dojdzie do tej, mówiąc najogólniej, restrukturyzacji, usprawnienia działania, wtedy rzeczywiście część pracowników Domu Dziennikarza może stracić pracę. – Nie będę zapewniać, że wszyscy zostaną – mówi Krystyna Mokrosińska. Luksus lat 60. Działka pod Dom została zakupiona w 1958 roku. Kawał ziemi należący do obywatelki Izraela został przez nią podarowany Polce, mieszkance Warszawy. Ona zaś sprzedała go za 33 tys. złotych. W akcie notarialnym zapisano: “Nieruchomość ta składa się z nie zabudowanej działki o powierzchni 2269 m kw. Istniejące na tej działce zabudowania uległy zburzeniu w czasie działań wojennych”. Nabywcą jest RSW “Prasa”. Następnym milowym aktem jest umowa dzierżawna wybudowanego Domu. Pochodzi z 1993 roku. Umowa zawarta została pomiędzy skarbem państwa a wojewodą lubelskim i Stowarzyszeniem Dziennikarzy Polskich. “Nieruchomość zostaje oddana w dzierżawę na okres 30 lat, począwszy od 1 października 1993 r.” – to jeden z pierwszych paragrafów. Bardzo ważny wydaje się także paragraf piąty tej umowy: “Dzierżawca prowadzić będzie Ośrodek Wypoczynkowy oraz Dom Pracy Twórczej dla wszystkich dziennikarzy i osób współpracujących z dziennikarzami i wydawcami”. Pierwsi goście przyjechali tu 16 sierpnia 1964 roku. Jak na tamte czasy dom był luksusem. Miał jednoosobowe pokoje, wewnętrzną sieć telefoniczną, salon z kominkiem, basen i boisko sportowe. Pod koniec lat 70. i w latach 80. Dom Dziennikarza był miejscem spotkań młodych kompozytorów. Przyjeżdżali tu na dwa wrześniowe tygodnie. To z Kazimierza wyjeżdżali na koncerty Warszawskiej Jesieni. Tu spotykają się młodzi filozofowie z KUL-u. Tu odbyło się prestiżowe seminarium polsko-ukraińskie z udziałem min. Geremka, także seminarium prawa konstytucyjnego. W Domu Dziennikarza tworzył Jerzy Turowicz, wielokrotnie wspomina o nim w swej książce “Wielka gorszycielka” Irena Krzywicka. Tu pracował reżyser, Andrzej Barański, gdy przygotowywał “Dwa księżyce” według Kuncewiczowej i “Dzień wielkiej ryby” według Filipowicza. Zdjęcia do tego ostatniego filmu kręcono w hotelowym basenie kąpielowym. Księga gości u “Dziennikarzy” spuchnięta jest od entuzjastycznych wpisów. W jednej z wcześniejszych ksiąg z lat 70. zwraca uwagę rzeczowa ocena, sformułowana przez prof. Jerzego Kuleszę z krakowskiej Wyższej Szkoły Ekonomicznej. Napisał on, że z punktu widzenia marketingowego jest to miejsce wspaniałe, gdyż “jest to jeden z najpiękniejszych zakątków w Polsce”. Smakowity kąsek – tak mówi się w Kazimierzu w 30 lat po rzeczowej ocenie profesora Kuleszy. Już w latach 90. dyrektor Witold Mazurkiewicz doszedł do wniosku, że warto sponsorować kazimierzowskie imprezy. Skorzysta miasto, skorzysta Dom Dziennikarza. Z pieniędzy Domu dokładano do koncertów organowych, wystaw, nawet finału konkursu na najlepszą potrawę. Wcześniej Mazurkiewiczowi udało się przeprowadzić ośrodek przez trudny okres likwidacji RSW. Dom zawsze przynosił dochód. Kiedy 1 września 1993 roku został przejęty przez SDP, nic nie zapowiadało niepewności dnia dzisiejszego. W Kazimierzu trzeba walczyć Dom Dziennikarza, zgodnie z duchem czasów, przekształcił się w centrum szkoleniowo-wypoczynkowe. Dysponuje dzisiaj zespołem sal konferencyjnych, z których największa może pomieścić 140 osób. Wyremontowano część pokoi, łazienki. Dom, jak mówią pracownicy, jest ostro promowany na wszelkich targach turystycznych. – I to się chyba nie podoba – twierdzą pracownicy. A przecież w Kazimierzu trwa rywalizacja pomiędzy ośrodkami. Na czoło wysuwa się Zajazd Piastowski, w który najwięcej się inwestuje. Nauczyciele zainwestowali w swoją “Arkadię”, prawnicy w “Albrechtówkę”. U “Dziennikarzy” na modernizację wydaje się to, co zarobione. Ale nie ma mowy o dodatkowych sumach. Tymczasem konieczne są dalsze modernizacje, które pozwolą przyjąć duże i wymagające konferencje. Przecież w Kazimierzu wszystkie ośrodki żyją z konferencji. Tymczasem od dwóch lat każda inwestycja dyrektora Mazurkiewicza wywołuje w SDP zdumienie: “Co pan tam robi? ”. Sami dziennikarze niezbyt chętnie promują swój ośrodek pracy twórczej. Właściwie poza “Gazetą w Kazimierzu”, okazjonalnym dodatkiem do “GW”, nikt nie pomaga publikacjami. Moi rozmówcy przypominają, że Tadeusz Mazowiecki, omijając zapisy ustawy o likwidacji RSW, zaakceptował przekazanie domu SDP. Jednak towarzyszył temu wspomniany zapis, że służyć on będzie całemu środowisku. Dodatkowym, wydawałoby się skutecznym, obwarowaniem jest zapis w statucie SDP mówiący, że tylko Zjazd Stowarzyszenia może decydować o jego majątku. Po co więc te wszystkie podchody, o których huczy miasteczko? Dlaczego Dom zarządzany przez SDP, traktowany jest jak własność kilku osób zjeżdżających do Kazimierza? Przecież Dom Dziennikarza jest samowystarczalny. Jego dyrektor, Witold Mazurkiewicz, co zarobił, to inwestował. Z zarobionych pieniędzy udało się także wykroić zapomogi dla emerytów, których sytuacja jest osobnym, smutnym tematem. – Chyba nie jest rzeczą naganną robić coś, żeby było lepiej – twierdzi Krystyna Mokrosińska z SDP. Jednak pracownicy Domu uważają, że nikt tu nie chce lepiej. Po prostu, jeśli nie uda się przejąć Domu w dobrej kondycji, trzeba doprowadzić go do plajty. I też przejąć. Potwierdza to młody listonosz z Kazimierza, który zdaje się być najlepiej poinformowany w planach władz SDP. Ba, nawet już rozdaje posady. Jedni swoje, drudzy swoje, a miasteczko huczy od plotek. Trzeba wreszcie przerwać te szeptanki. Paraliżują one działalność Domu, który powinien skupić się na zdobywaniu klientów i służyć wszystkim dziennikarzom. Bo jedno jest pewne – dziennikarze nie powinni stracić tego Domu. Podobne wpisy
Nad Wisłą wiarygodność dziennikarzy wzrosła z 17 proc. do 25 proc. – pokazują badania Ipsos. Ale czy można się cieszyć z tego, że dziennikarzom ufa tylko co czwarty Polak? Otóż, kiedy porównać ten wynik z innymi krajami, to jak najbardziej można. Owo stwierdzenie, że z zaufaniem do polskich dziennikarzy nie jest tak źle, może też spotkać się z zarzutem subiektywnej oceny, zgodnej z zasadą, że optymista widzi szklankę do połowy pełną, a pesymista – od połowy pustą. Wyniki badań, które tu przytoczę uprawniają jednak do wniosków optymistycznych ze względu na międzynarodowy kontekst – otóż, nie wypadamy tak źle na tle innych krajów. Pod ręką mam najnowszą publikację Ipsos pt. Global Trustworthiness Index 2021 – Globalny Indeks Wiarygodności 2021. Badanie przeprowadzono między 23 kwietnia a 7 maja 2021 roku, w 28 krajach na całym świecie. Ankiety drogą internetową wypełniło 19 570 respondentów. Od Argentyny i Chile po Chiny. W Europie byli to mieszkańcy Austrii, Belgii, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Węgier, Włoch, Polski, Hiszpanii i Szwecji. Z Polski około 500 osób. Ipsos, międzynarodowe przedsiębiorstwo z siedzibą w Paryżu, jest trzecią co do wielkości firmą w branży badań rynku na świecie. Indeksy wiarygodności publikuje regularnie, co pozwala porównywać wyniki badań prowadzonych w oparciu o tę samą metodologię i z różnic wyciągać wnioski. Dlatego, przyglądając się ocenie wiarygodności dziennikarzy, wzięłam pod uwagę także wyniki ankiet przeprowadzonych w październiku 2018 roku (w 24 krajach). Po drodze mamy zatem pandemię SARS-CoV-2 i wielką próbę zaufania, jakiej poddanych zostało sporo grup zawodowych. Z badań widać na przykład, że sprostali jej lekarze, do których zaufanie na świecie, a także w Polsce zdecydowanie wzrosło. Jak natomiast poradzili sobie dziennikarze? Coraz więcej Polaków ufa mediom Już pierwsze tablice z wynikami w Global Trustworthiness Index 2019 (ten na podstawie ankiet z października 2018) i Global Trustworthiness Index 2021, prowadzą do wniosku, że w ostatnich trzech latach na świecie wzrosła liczba osób, które uważają dziennikarzy za godnych zaufania. W 2018 roku myślało tak 21 proc., a w 2021 – 23 proc. pytanych. Jednocześnie spadła liczba osób, które dziennikarzy mają za niewiarygodnych – z 38 do 34 proc. Globalnie nie jest zatem tak źle. Wielu socjologów i psychologów społecznych rozumie to właśnie jako efekt pandemii. Uciążliwy szum informacyjny, wysyp teorii spiskowych spowodował, że więcej osób zaczęło szukać też wiarygodnych informacji w profesjonalnych serwisach medialnych, przedkładając wiedzę zawodowców nad amatorów tworzących blogi i podcasty. Ten mechanizm zadziałał także w Polsce, a być może wzmocniły go także inne zjawiska, bo efekt jest jeszcze silniejszy. Nad Wisłą wiarygodność dziennikarzy wzrosła z 17 proc. do 25 proc., przeskakując średni wynik wszystkich krajów w badaniu Ipsos. To nie koniec – za niewiarygodnych uznaje obecnie dziennikarzy tylko 28 proc. Polaków, a trzy lata temu tak takich osób było aż 35 proc. Branża w obu przypadkach poprawiły zatem wynik na korzyść o co najmniej 7 proc. Środek, czyli ci, którzy nie oceniają dziennikarzy jako wielce wiarygodnych, ani wielce niewiarygodnych, to licząca około 40 proc. grupa. No dobrze, powie ktoś, ale, czy można się cieszyć z tego, że dziennikarzom ufa tylko co czwarty Polak? Otóż, kiedy porównać ten wynik z innymi krajami, to jak najbardziej można. Generalnie – dziennikarz to nie strażak Generalnie, nie tylko w badaniach Ipsos, ale i innych dziennikarze wypadają gorzej niż lekarze, nauczyciele, czy robotnicy wykwalifikowani. Palmę pierwszeństwa od lat dzierżył zaś strażak. Trudno się dziwić, wszak media to miejsce ciągłego ścierania się różnych racji i wyrazistych poglądów, gdzie każdy materiał i relacja są poddawane publicznej ocenie. W innych krajach europejskich sytuacja wcale nie jest lepsza. W 2021 roku nieco gorzej niż w Polsce dziennikarze byli oceniania w Szwecji (wiarygodność 24 proc.), Niemczech (21 proc.) i Belgii (21 proc.) Znacząca różnica wystąpiła w przypadku Włoch (18 proc.), Francji i Hiszpanii (po 16 proc.) Dno zaufania osiągnięto w Wielkiej Brytanii (13 proc.) i na Węgrzech (zaledwie 11 proc.) To wszystko przy również większym niż w Polsce poziomie nieufności do tego zawodu. Poza kontynentem europejskim gorzej wypada również Turcja, Argentyna, Chile, Japonia, Kolumbia, Korea Południowa i Peru. Co ciekawe, niewiele lepiej od Polski wypadają Stany Zjednoczone. Tam wprawdzie zaufanie do dziennikarzy jest o punkt większe niż nad Wisłą, za to poziom nieufności poszybował do 41 proc. I – tu uwaga na to, jak interpretujemy liczby – podobnie jak Stany Zjednoczone wypada Rosja, z zaufaniem na poziomie 27 proc. (a więc większym niż w Polsce) i nieufnością – 36 proc. (również większą niż w Polsce). Aby nie popadać w samozachwyt spójrzmy jeszcze na górę stawki. Okazuje się, że z największym zaufaniem do dziennikarzy mamy do czynienia w Chinach, gdzie sięgnęło ono aż 45 proc., przy najmniejszej jednocześnie nieufności – 19 proc. I tu zapala się czerwona lampka – czy ankietowani z kraju słynącego z permanentnej inwigilacji, wypełniając internetowe formularze, nie poddali się autocenzurze? Chiński ewenement z hiperzaufaniem jako skrajny możemy z ostrożności pominąć. Demokracja lubi wielogłos Trzymający się środka stawki w badaniach Ipsos polscy dziennikarze nie mają powodu do narzekań. Tym bardziej, że wynik ów osiągnęli w kraju, w którym od dawna panuje kultura nieufności. Ponadto, zbyt wysoki wynik musiałby budzić nieufność. Przypomina się przy okazji inne badanie – na temat prestiżu i uznania dla poszczególnych grup zawodowych. Prowadzi je od dziesiątek już lat polski CBOS. W tym to rankingu znacznie większym uznaniem cieszyli się dziennikarze w 1975 roku niż w 2019, a więc czasach, kiedy obowiązywała cenzura. Trudno oprzeć się wrażeniu, że prestiż wiązał się z pozycją materialną, wykształceniem i uprzywilejowaniem w dostępie do różnych usług. Oczywiście, prestiż zawodu to nie to samo co wiarygodność. I to, i wcześniejsze badania zaufania do poszczególnych zawodów, uświadamiają, że w demokratycznych i krytycznych społeczeństwach, dziennikarze tracą przewagę władztwa, stają w roli bardziej służebnej i nie mają szans dogonić strażaków, lekarzy, pielęgniarek, czy nauczycieli, których pomoc dla większości osób w końcu okazuje się nieodzowna. A mimo to znaczna część społeczeństwa docenia wysiłki wkładane w przekazywanie informacji w tym trudnym zawodzie. Bez wątpienia, silna polaryzacja sceny politycznej i idąca za nią polaryzacja społeczeństwa, sprawia, że ci sami dziennikarze dla pewnych grup będą wydawać się kompletnie niewiarygodni, a dla innych jak najbardziej godni zaufania. To jednak bynajmniej nie oznacza relatywizacji ocen tych, którzy potrafią krytycznie myśleć i dostrzec rzetelność warsztatu dziennikarza bez względu na miejsce zatrudnienia. I potrafią docenić uczciwego autora nawet jeśli pracuje on w mediach o linii programowej zupełnie sprzecznej z ich poglądami. W artykule wykorzystałam badania Ipsos: Global trust in professions. Who do global citiznes trust (2019), oraz Global trustworthiness Index 2021, i CBOS (2019). Tekst ukazał się w numerze 5/2021 „Forum Dziennikarzy”. E-wydanie można pobrać TUTAJ. Alina Bosak W zawodzie dziennikarza od 1999 roku. Zaczynała jeszcze na studiach jako reporter w Gazecie Codziennej „Nowiny”. Z czasem redaktor, felietonista, wydawca, serwisu internetowego w Polska Press Grupa. Publikowała w dzienniku „Rzeczpospolita”, „Forum Dziennikarzy”. Redaktor albumów o tematyce regionalnej. Współautorka książki „Sekrety Rzeszowa” (Dom Wydawniczy Księży Młyn w Łodzi, 2019). Od 2015 roku związana z magazynem opinii „VIP Biznes & Styl” i zastępca redaktora naczelnego portalu
Opublikowano: 14:49 Poprawiono: 14:54 Komisja Kultury Okręgowej Rady Lekarskiej w Lublinie zaprasza Koleżanki i Kolegów pasjonatów fotografii do udziału w VIII Ogólnopolskim Plenerze Fotograficznym Lekarzy w dniach 15-20 września 2020 r. w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą, organizowanym przy współudziale Naczelnej Rady Lekarskiej. Zakwaterowanie: Dom Dziennikarza w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą, ul. Małachowskiego 17 (pokoje 2 osobowe z łazienką) Wyżywienie: śniadania, obiady oraz kolacje. Wpisowe: 500 PLN od osobyLiczba miejsc 20. UWAGA: Liczy się kolejność zgłoszeń! Zgłoszenia na plener (wraz z potwierdzeniem wpłaty – pdf, xero, skan) prosimy przesyłać drogą mailową lub faxem na adres: e-mail: do Pani Kamili Chudaszek tel: 81 536 04 51 fax: 81 536 04 70 Wycofanie opłaty za plener związane z rezygnacją z imprezy, możliwe do dnia 31 sierpnia 2020 (włącznie). W związku z pandemią Covid-19 możliwe jest również odwołanie Pleneru na miesiąc przed planowanym terminem tj do 15 sierpnia 2020 r. o czym poinformujemy mailowo. Pieniądze zostaną wtedy zwrócone uczestnikom. Wpłaty na konto:Lubelska Izba Lekarska 10 1020 3150 0000 3802 0003 2979 z dopiskiem „PLENER”. Dodatkowe informacje są dostępne na stronie: Drukuj
dom dziennikarza w kazimierzu nad wisłą